WYPRAWA WĘDKARSKA TRONDHEIM FJORD - 2006

Chyba nic nie cieszy bardziej niż uśmiech na twarzy uczestników i samo wspomnienie tego wyjazdu. Od samego początku nasze dziewczyny zadbały o całość. Kuchnia oparta na świeżo złowionych rybach - w tym najlepsze pomysły kulinarne jakie potrafi wyczarować moja ukochana żona i umiejętności podania tych wspaniałych posiłków "z pompą" są niepowtarzalne. Wszyscy oblizywaliśmy się na samą myśl o dorszu w śmietanie... Sam czasami się poddaję bo wracam z takiej wyprawy o parę kilo większy. Niestety taki mój los. Nie użalajmy się jednak, jak to mówią: gdy dają dobrze jeść to trzeba brać, bo inaczej samo zniknie. Poza tym - mówimy o świeżych owocach naszych eskapad - rybach.

Było ich "mnóstwo i jeszcze więcej", końca jakby nie było i... doszliśmy do wniosku, że będziemy mogli być bardzo wybredni co do rodzajów, wielkości oraz gatunków, a mimo tego nadal ryb będzie mnóstwo. Cóż więc jeszcze mamy z tej wyprawy? Wszyscy wiemy, że nie samo łowienie ryb daje przyjemność - szczególnie ważna jest na takiej wyprawie budowana wspólnie z kolegami i koleżankami wspaniała atmosfera. W razie potrzeby pomogą, doradzą i będą przy was kiedy na morzu podniesie się fala i wiatr. Dzięki nim nigdy nie jesteście sami, zawsze możecie liczyć na ich towarzystwo, ale co najważniejsze - pomocną dłoń.

Był z nas spory obóz zapaleńców. Heniu Szozda wraz ze swoimi wspaniałymi kolegami z Hanoweru - Leszkiem Czarneckim i Dominikiem Choromańskim, była grupa z Wrocławia. Dominik z Leszkiem to dwie "papużki nierozłączki", ale przede wszystkim wspaniali kompani i wręcz profesjonalni wędkarze. Życzę każdemu koledze aby miał przyjemność pojechać z nimi na ryby. Był Kazik Szozda z grupą z Lubina oraz my z grupą z Wuppertalu i z Opola. Towarzyszył nam również wyśmienity wędkarz i wspaniały kolega Mirek - "człowiek historia". Chyba nie ma takiego miejsca gdzie miałby problem ze złowieniem ryby, wie naprawdę mnóstwo o wędkowaniu, w dodatku zawsze pomocny - to trzeba mówić głośno. Tak koleżeńskie zachowanie wg mnie można stawiać za przykład. Rekord złapanej ryby należy do Mirka: złapał halibuta o wadze 34kg. Było wiele innych okazów godnych zapamiętania, m.in dorsze, czy też piękny czarniak Leszka Czarneckiego.

Dziś wszyscy mamy wiele wspomnień przygód i uczestników tej wyprawy. Moi kochani, cała ta społeczność budowała się długi czas, a jestem przekonany o tym, że znów wypłyniemy na ryby. Wyprawa przyniosła bezcenne pamiątki w postaci wielu przyjaźni i kolejnych wspólnych wyjazdów do Norwegii. Niestety wszystko co dobre musi się kiedyś skończyć. I tak też skończyła się nasza niezapomniana wyprawa. O tym, że była udana - oprócz złowionych okazów, pamiątek, zdjęć oraz niesamowitej dawki cudownych krajobrazów na nich uwiecznionych - niech świadczy fakt, gdy mieliśmy już wyruszać w daleką drogę do domu rzucaliśmy się sobie na szyję pewnym głosem mówiąc: Do zobaczenia!

trondheim001
trondheim002
trondheim003
trondheim004
trondheim005
trondheim006
trondheim007
trondheim008
trondheim009
trondheim010
trondheim011
trondheim012
trondheim013
trondheim014
trondheim015
trondheim016
trondheim017
trondheim018
trondheim019
trondheim020
trondheim021
trondheim022
trondheim023
trondheim024
trondheim025
trondheim026
trondheim027
trondheim028
trondheim029
trondheim030
trondheim031
trondheim032
trondheim033
trondheim034
trondheim035